Relacje i separacje, czyli trudna prawda o adaptacji żłobkowej i przedszkolnej

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email

udostępnij!

Adaptacja dziecka w żłobku czy przedszkolu stanowi niezwykle szeroki i delikatny temat, do którego podejść musimy kompleksowo – posiłkując się wiedzą stricte naukową, jak i uzupełniając fakty sporą dozą empatii. Dlaczego stres związany z czasową rozłąką rodziców z dziećmi zapisywanymi do żłobków czy przedszkoli jest tak drastycznie spotęgowany i stanowi temat – zmorę? Czy istnieje szansa na zdrowe przetransformowanie lęków i jakie profity dla rodziny przynieść może racjonalne podejście do adaptacji oraz profesjonalne jej przeprowadzenie?

Kształtowanie i rola relacji dziecko - rodzic

Stres doznawany przez matkę w czasie ciąży sprawia, że do dziecka poprzez łożysko dociera więcej kortyzolu (zwanego hormonem stresu), co wpływa na struktury mózgu, zwłaszcza w okresie jego szybkiego rozwoju. O tym, że dziecko jak papierek lakmusowy chłonie wszelkie emocje, wspominaliśmy już wcześniej (https://krainaodkrywcy.pl/jak-wzmocnic-odpornosc-dziecka-w-zlobku-i-przedszkolu-o-odpornosci-kompleksowo/). Pierwsze lata życia mają w dużym stopniu decydujący kształt na rozwój struktur i sposób, w jaki dojrzeją sieci neurologiczne kontrolujące zachowanie:

 „Doświadczenia rozwojowe determinują, jak będzie wyglądała organizacja i funkcjonowanie dorosłego mózgu”.[1]

Dla prawidłowego rozwoju mózgu dziecka konieczne jest zaspokojenie na poziomach: odżywiania, fizycznego bezpieczeństwa i stałej opieki emocjonalnej, którą relatywnie trudniej zapewnić w dzisiejszych pełnych napięcia i pędu czasach. To właśnie ostatnia z wymienionych wartości jest absolutnie pożądana dla zdrowego neurobiologicznego rozwoju mózgu, bowiem powołując się na psychiatrę dziecięcego, Daniela Siegela, autora książki Rozwijający się mózg, „związki międzyludzkie tworzą połączenia między neuronami”[2]. Naukowiec zwrócił także uwagę na inną istotną kwestię:

„U niemowlęcia i małego dziecka relacje przywiązania to najważniejsze czynniki środowiskowe kształtujące rozwój mózgu w okresie jego najszybszego wzrostu (…). Więź pozwala stworzyć interpersonalną relację, w ramach której niedojrzały mózg dziecka korzysta z umiejętności mózgu rodzica do organizacji swoich procesów wewnętrznych”.

W pierwszym okresie życia dziecka ciągły kontakt z rodzicami jest jak najbardziej pożądany i zasadny: tworzy prawidłowe neuroprzekaźnictwo. Ponadto stymulowane jest uwalnianie naturalnych opioidów (mających między innymi działanie przeciwbólowe), co z kolei wpływa na budowanie więzi, a umysł w sposób prawidłowy aktywizuje się. Pozytywny kontakt z opiekunami pobudza sensorycznie niemowlęta oraz, po prostu, reguluje chemię w mózgu.

Powyższe naukowe podejście doskonale ukazuje, że przywiązanie, które powstaje między dzieckiem a rodzicem/ rodzicami jest ewolucyjnie i biologicznie nacechowane. Emocjonalna więź ma swoje uzasadnienie w procesach realnie zachodzących w organizmach. Jesteśmy w pewnym sensie zaprogramowani na relację, która z perspektywy dziecka gwarantuje bezpieczeństwo i możliwość – postrzegając pierwotnie – przeżycia, zaś opiekunom pozwala na psychiczne zaangażowanie i chronienie nowo powstałego istnienia. Dotykamy zatem materii uczuć niepodważalnie ukonstytuowanych biologicznie.

Gdy w tak kształtującą się i hormonalnie podsycaną bliskość wetkniemy wytrych – separację związaną z adaptacją malucha do nowej rzeczywistości żłobkowej, czy w przypadku nieco starszego dziecka – przedszkolnej, wizja oddzielenia sprawia naprawdę przerażające i drastyczne wrażenie. Czy jednak słusznie?

Lęk separacyjny

Lęk separacyjny (SAD, ang. Separation Anxiety Disorder), który definicyjnie stanowi strach przed rozstaniem, dotyczy obu stron relacji, zarówno dziecka, jak i rodziców. Posiada jednak różne punkty zaczepienia i różnie może zostać przetransformowany.

Odseparowane dziecko i…

U najmłodszych lęk separacyjny pojawia się zwykle między 7 a 11 miesiącem życia i wiąże się z etapem prawidłowego rozwoju. Dziecko zaczyna odbierać siebie jako odrębną jednostkę, niezespoloną z mamą, jak dotąd miało prawo odczuwać. Poniekąd wynika to z nabywanej zdolności raczkowania, które umożliwia samodzielne przemieszczanie się, fizyczne odsuwanie się od rodziców zarazem bez konieczności tracenia ich z pola wzroku.

Jak zawczasu minimalizować możliwość wystąpienia paraliżującego lęku separacyjnego?

Warto raczkującemu brzdącowi pozwalać na pewną swobodę. Dobrze jest także – jeśli istnieje taka możliwość – zostawiać dziecko pod opieką babci, dziadka czy innych zaufanych osób. Zarówno rodzice powinni mieć wówczas świadomość i poczucie, że dziecko jest w dobrych rękach, jak i maluch pozostając pod pieczą troskliwych i uważnych opiekunów powoli będzie się przyzwyczajać do poczucia, że nie tylko rodzicielska bliskość daje poczucie bezpieczeństwa.

Warto zwrócić uwagę na pozorny drobiazg: ssanie kciuka. W przypadku tego rodzaju odruchu stanowi on wypadkową przeżywanego w danej chwili stresu. Dostrzegając tę próbę dziecięcego samouspokojenia możemy – a nawet powinniśmy – reagować ad hoc.

… odseparowany rodzic

Jednakże wspomniane zagadnienie dotyczy również rodziców. Człowiek dorosły inaczej niż dziecko przetwarza lęk. Choć poruszamy się nadal w warstwie odczuć niejednokrotnie wyolbrzymionych i irracjonalnych, powinniśmy jasno przyjąć: mamy prawo do obaw. Nie musimy jednak klinczować się w strachu. Domeną osób dorosłych jest racjonalizacja oraz możliwość minimalizowania ryzyka spełnienia zatrważających scenariuszy. Ważne jest uświadomić sobie, że powierzając dziecko do placówki, na pewno poczyniliśmy kroki w celu sprawdzenia zarówno ośrodka jak i zasad w nim panujących. Prawdopodobnie odbyliśmy rozmowę lub rozmowy, a nawet spotkanie z dyrektorką placówki, może i pracownikami. Skoro spośród żłobków czy przedszkoli zdecydowaliśmy się na ten jeden, przemawiały za wyborem konkretne argumenty.

Nie pozwólmy przemówić emocjom podważającym naszą roztropność. Opierajmy się na naszej dojrzałości i odpowiedzialności.

Happy 1 year old toddler climbs on the slide on the playground.

Rola pierwotnych więzi i rokowania adaptacyjne

Liczne badania naukowe potwierdziły, że żydowskie noworodki urodzone w okresie represji wojennych, mimo pokładów matczynej miłości, wyrastały na nerwowe dzieci z tendencją do obniżonego nastroju, deficytu uwagi oraz problemów natury psychicznej. Zarzewia nie stanowiła sama rzeczywistość wojenna, a niezdolność poddanej silnemu stresowi matki do utrzymania – regulowania emocjonalnego świata niemowlęcia na znośnym poziomie. Zatem nawet głęboka rodzicielska miłość przyćmiona negatywnymi emocjami, którymi stłamszony jest rodzic, wysoce prawdopodobnie zostanie wychwycona i utrwalona przez dziecko.[3]

Także doświadczenie przeprowadzane na 3 parach małpich matek i dzieci klarownie wykazało, że nie realia, a więź między rodzicielką a potomstwem najsilniej wpływa na dziecko. Kompetencje rodzicielskie małp zaburzały nie tyle trudne warunki zdobywania pokarmu, co warunki zmienne i niepewne, wyzwalające stres. Małpki takich mam wyrastały na bardziej aspołeczne, silniej reaktywne i znacznie mniej spokojne.[4]

Czemu służą powyższe przykłady? Udowodnieniu, że niezależnie od rzeczywistości w jakiej rodzice wychowują dzieci, na zdolności przystosowawcze i społeczne pociech dominujący wpływ mają emocje – częściej – matek, ale i ojców. Nie wystarczy być przy dziecku dostępnym fizycznie, bowiem większe znaczenie ma bliskość emocjonalna. W przypadku rodzica niezaangażowanego, zestresowanego bądź zdystansowanego, fizyczna obecność nie kompensuje braku ciepła i czułości.

Nasuwający się wniosek wydaje się być banalnie prosty, a jednocześnie stanowi pewnego rodzaju efekt „wow”. Dla dziecka (istoty nade wszystko odczuwającej, nie rozumiejącej) najistotniejsze jest poczucie stabilnego kontaktu opartego na trosce, zaspokajaniu potrzeb, entuzjazmie i czułości. Fizyczna obecność rodzica czasami na tyle pochłoniętego zmaganiami z codziennością, że emocjonalnie niedostępnego nie kompensuje dystansu uczuciowego. Świadomość procesu adaptacyjnego w placówce, której kadra z założenia dedykowana jest najmłodszym, może być wiedzą sprzyjającą i nastrajającą pozytywnie oraz uspokajająco.

Jesteśmy odrębni, co teraz?

Według pedagoga, profesora Wincentego Okonia, adaptacja zachodzi poprzez dwa uzupełniające się działania: asymilację i  akomodację. Asymilacja jest to tendencja przyjmująca doświadczenia z  punktu widzenia istniejącej wiedzy, natomiast akomodacja oznacza zmiany w strukturach poznawczych dostosowujące się do nowych doświadczeń.[5] Ponadto, co dotyczy nie tylko adaptacji przedszkolnej, ale i żłobkowej:

„W literaturze przedmiotu wyróżnia się następujące typy adaptacji: aktywną i  pasywną. Adaptacja aktywna oznacza, że człowiek przystosowuje się do warunków zewnętrznych tak, by odpowiadały one jego potrzebom, chroniły go przed niebezpieczeństwem i  wspomagały jego osobiste zadowolenie. Adaptacja pasywna to przystosowanie się jednostki do warunków zewnętrznych, których z  jakichś przyczyn zmienić nie można. Takim zupełnie nowym miejscem dla dziecka jest środowisko przedszkolne”.[6]

Adaptacja rzadko wiąże się z dostosowaniem warunków zewnętrznych do naszych potrzeb. Najczęściej sami zostajemy zmuszeni do przystosowania się do rzeczywistości. Z dużym prawdopodobieństwem możemy przyjąć, że konieczność zaadaptowania się – swoich możliwości, umiejętności, wszelkich zasobów, którymi dysponujemy do danego środowiska – wiąże się z trudnościami. Jako dorośli jesteśmy w uprzywilejowanej pozycji – wiele obaw potrafimy zracjonalizować, ponadto nabyte doświadczenia społeczne przemawiają na naszą korzyść. Maluszek wtłoczony do realiów żłobkowych lub przedszkolnych zostaje w swoim odczuciu nagle oderwany od rodziców, którzy stanowią synonim bezpieczeństwa. Nie rozumie co się dzieje, dlaczego mamy bądź taty nie ma w pobliżu, po prostu odczuwa zagrażający brak.

W jaki sposób możemy – jako rodzice – przygotować siebie oraz dziecko do nieuchronnie zbliżającej się konieczności adaptacji do nowych warunków?

front-view-happy-cute-baby-boy-playing-with-toys-s

Adaptacja żłobkowa

Adaptacja żłobkowa wzbudza silne emocje wśród rodziców. Przede wszystkim przez wzgląd na wiek dziecka – już kilkumiesięczny brzdąc może zostać przyjęty do placówki – wydaje się być nienaturalną i brutalną wyrwą w świecie ściśle zespolonego z rodzicami malucha. A jednak przyjęcie nowych warunków w grupie społecznej i odpowiednie przeprowadzenie procesu wdrożenia ma szansę stać się zakończonym sukcesem procesem socjalizacji i kształtowania się odrębności małej jednostki.

Zasadnicze pytanie brzmi: jak możemy pomóc dziecku oraz sobie?

Uspokajająco mówmy dziecku o nowych realiach. Spokojny i ciepły monolog wiedziony przez rodzica przysłuży się obu stronom: małemu słuchaczowi oraz rodzicowi. Racjonalne, empatyczne tłumaczenia wypowiedziane na głos również mamie i tacie powinny dodać odwagi i utwierdzić w przekonaniu, czego tak naprawdę oczekujemy od wybranego żłobka. Opowiadajmy o przyjaznych ciociach – opiekunkach, o dzieciach, z którymi pociecha będzie się bawić, o jedzeniu, samej placówce. Ubierajmy malucha w wygodne ubrania, które lubi, by wzmocnić poczucie komfortu.

Pozwólmy – jeśli zachodzi taka konieczność – wziąć ze sobą do placówki „przedmiot przywiązania”. Jest nim rzecz – kocyk, maskotka, cokolwiek, po co maluszek lubi sięgać, co daje mu poczucie bezpieczeństwa i jednoznacznie kojarzy się z rodzicielską bliskością. Warto spróbować około 1 roku życia wprowadzić tego rodzaju wsparcie na linii rodzic – dziecko, by przykładowo wspomniana zabawka lub tkanina skorelowana została z wizerunkiem, a także zapachem rodzica. Dobrze by – na ile to możliwe – pozwolić maluszkowi w sklepie „wybrać” konkretny przedmiot. Jeśli zauważymy wykształcające się przywiązanie, asekuracyjnie możemy zakupić dodatkowy egzemplarz, gdyby pierwowzór miał ulec uszkodzeniu czy choćby zagubieniu.

Jednak zastanówmy się czy takowa rzecz jest konieczna i co powinno nią zostać – warto rozmawiając bezpośrednio z kadrą żłobka spytać, jak wygląda kwestia przynoszenia swoich przedmiotów w konkretnej placówce. Nie we wszystkich będzie możliwość, by dziecko dzień zajęciowy spędziło tuląc się lub ciągnąc za sobą przykładowy kocyk. Niepodważalnie powinniśmy mieć na uwadze względy sanitarne – obiekt szybko może stać się siedliskiem bakterii i drobnoustrojów.

Spróbujmy dostosować przed posłaniem dziecka do żłobka czas spędzany wspólnie w domu do harmonogramu zajęć. Postarajmy się przybliżyć pory posiłków i drzemek do tych przewidzianych w placówce.

Jeśli mamy szansę, korzystajmy ze wsparcia najbliższego zaufanego otoczenia. Możemy spróbować zostawiać maluszka na godzinę, a z czasem nawet na kilka godzin, pod opieką osób, wobec których mamy przekonanie, że dziecko będzie możliwie najczulej i najbardziej profesjonalnie zaopiekowane.

W trakcie adaptacji żłobkowej postarajmy się zapewnić maluchowi jak największą stałość w warunkach domowych. Stres związany z posłaniem do żłobka nie służy przykładowo odstawieniu od karmienia piersią czy zmianie łóżeczka. Niech poza czasem spędzonym w placówkowej rzeczywistości dziecko wraca do świata, które zdążyło dobrze poznać i przyzwyczaić się. Stałość ma również w tym przypadku dodatkowy wymiar: nie róbmy – jeśli nie musimy – choćby jednodniowych przerw w procesie adaptacyjnym. Regularność jest niezwykle istotna przy wypracowywaniu porządku nowych realiów dla malca.

Poszukując odpowiedniej placówki zwróćmy uwagę, że nie w każdym żłobku rodzic może przebywać z dzieckiem na sali, jednak i w tej kwestii istnieją alternatywy, jak w przypadku sieci Krainy Odkrywcy, która oferuje rodzicom obserwację dziecka poprzez monitoring zarówno z gabinetu dyrektorki placówki, jak i z poziomu prywatnego laptopa czy nawet telefonu poprzez dostęp do aplikacji.

Palącą kwestią, którą warto w tym miejscu poruszyć, jest szeroko dyskutowana obecność rodzica z dzieckiem w pierwszych dniach obecności maluszka w placówce. Tego rodzaju rozwiązanie ma tylu zwolenników, co przeciwników.

Za wspólnym pobytem przemawia fakt, iż dziecko nową rzeczywistość oswaja poprzez dostrojonego do jego języka i wyjątkowej więzi rodzica, który pokazując otoczenie robi to w sposób świetnie znany i rozumiany. Co dodatkowo istotne: dziecko ma na sobie przez czas pobytu w placówce permanentnie skupioną uwagę, więc mimo innego, obcego tła wydarzeń, ciągłość poczucia bezpieczeństwa zostaje zachowana. W maluchu – mimo nowego terytorium – buduje się poczucie bezpieczeństwa, jednak jego gwarantem nadal pozostaje najbliższy opiekun. W przypadku adaptacji odbywającej się bez rodzica dziecko utrwala i wzmacnia poczucie bycia odrębnym. Pamiętajmy, że z ramion czułego rodzica trafia pod opiekę empatycznej i uwrażliwionej na proces separacji, którego doznaje malec, cioci, która doskonale wie, w jaki sposób zająć się żłobkowiczem czy przedszkolakiem bez uszczerbku dla jego delikatnej psychiki. Spróbujmy spojrzeć także na kwestię pobytu rodzica na sali z nieco innego punktu widzenia: dzieci uczą się stabilizacji we wtórnym środowisku, w którym koegzystują z rówieśnikami i opiekunkami, z którymi powoli nawiązują więzi. Tego typu mikrokosmos opiera się na powtarzalności, przewidywalności i stałości. Wyobraźmy sobie z jednej strony zaburzające na nowo adaptowaną rzeczywistość pojawianie się nowych dorosłych, ale i tęsknotę, która może mimowolnie uruchomić się w maleństwie dostrzegającym ścisłą, wyłączną opiekę innego dziecka przez dorosłego.

Należy więc przyjąć, że istnieją dwa zupełnie różne podejścia, o których warto porozmawiać z kadrą dyrektorską upatrzonej placówki. Dobrze jest poznać spojrzenie osoby zarządzającej placówką, która najlepiej – z perspektywy doświadczenia – będzie potrafiła opowiedzieć o przyjętym modelu zarówno ze strony profitów, jak i niedogodności. Postarajmy się przyjąć, że w przypadku wybranej techniki adaptacji, alternatywy wykluczają się. Jeśli istniałby – a nie istnieje – jeden obiektywnie najlepszy sposób by przystosować małego człowieka do nowych realiów rzeczywistości, z pewnością wszystkie placówki wcieliłyby go na swój użytek. Niestety, nie jest to możliwe.

Rozstając się z malcem w żłobku – jakkolwiek to trudne – postarajmy się nie przedłużać pożegnania. Spróbujmy być stanowczy – pamiętajmy, że skoro zdecydowaliśmy się posłać dziecko, mieliśmy ku temu racjonalne przesłanki, których nie może zakłócić emocjonalna – jednak zaznaczmy – godzinna czy nawet kilkugodzinna separacja. Krótka wymiana uścisków, buziak i wyważona postawa uśmiechniętej mamy lub spokojnego taty zdecydowanie, mimo przykrych i rozdzierających reakcji ze strony malucha, nie wyrządzą mu szkody. Nawet w tak stresowej sytuacji pamiętajmy, że to my stanowimy opokę dla dziecka, które od tej chwili trafia pod uważną i empatyczną opiekę wykwalifikowanej cioci.

Podczas pobytu w placówce maluszek, co bardzo prawdopodobne, będzie płakać. Płacz jest jednym ze sposobów komunikowania przeżywanego dyskomfortu. Może wiązać się z potrzebami fizjologicznymi, fizycznymi dolegliwościami, napięciem i innymi emocjonalnymi stanami. Płacz wyrażający zagubienie czy tęsknotę jest zdecydowanie adekwatną reakcją na nowy świat bez mamy czy taty dostępnych na wyciągnięcie małej rączki, świadczy również o poczuciu silnej więzi z rodzicielami. Tutaj nieoceniona jest osoba żłobkowej cioci, której rolą jest przyniesienie ukojenia. Przytulenie, bycie razem z malcem w tym trudnym stanie jest niezwykle istotne i wpływa regulująco. Istotna jest akceptacja płaczu małego człowieka – nie potrafi komunikować się z nami inaczej. Dziecko ma prawo czuć się nieszczęśliwe, wówczas może odrzucać interakcje: wsparcie opiekunek, rozmowę i pocieszenie, blokować się na zabawę. Istotna i potwierdzona badaniami naukowymi jest wiedza, że dzieci płaczące, dzięki „oczyszczaniu” emocji pozbywają się napięcia i przeżywają stres łagodniej, aniżeli maluchy płacz wstrzymujące.

W okresie adaptacji u dziecka wystąpić mogą psychosomatyczne objawy świadczące o trudnościach, takie jak choćby: zaburzenia snu, łaknienia, labilność emocjonalna. Dziecko może być apatyczne, bądź przeciwnie – nadmiernie ruchliwe czy też agresywne. Może również pojawić się nasilona kapryśność, nerwowość i płaczliwość oraz kurczowe lgnięcie do rodzica i zupełny brak akceptacji choćby chwilowego rozstania. Pamiętajmy i wykażmy się zrozumieniem: dojrzałość układu nerwowego i emocjonalna, odporność psychiczna to kwestie bardzo indywidualne. W przypadku symptomach wyraźnie martwiących, rodzic powinien móc skorzystać z rozmowy z psychologiem, który powinien być dostępny w placówce.

Wspierajmy dziecko poprzez kompensowanie czasu żłobkowego rozstania. Pozwólmy odczuć, że jesteśmy blisko poprzez jak najwięcej wspólnie spędzanego czasu.

little-girl-comparing-hand-with-her-father-s-s

Adaptacja przedszkolna

To, w jaki sposób dziecko poradzi sobie z adaptacją, która jest czasową, chwilową separacją, zależy od postawy naszej – rodziców, która powinna odznaczać się wrażliwością, przewidywalnością i opiekuńczością.

„Ja” dziecka w wieku przedszkolnym (około 3 lat) nie jest jeszcze w pełni wyodrębnione i ukształtowane. Maluch jest jeszcze egocentryczny, opiera się na związkach i wsparciu najbliższych osób. Jeśli do relacji wprowadzimy tak zwaną osobę trzecią, dziecko szybciej oswoi się i nabierze poczucia, że nie musi koncentrować się wyłącznie na mamie lub tacie, a brak któregokolwiek nie stanowi zagrożenia i ogromnego stresu.

Jako rodzice, choć sami przepełnieni jesteśmy obawami, nie demonizujmy rzeczywistości przedszkolnej. Postarajmy się nie odznaczać się ckliwością, współczuciem i niepewnością mówiąc dziecku o nowym miejscu. Ważne, by nabrało ono poczucia, że chodzenie do przedszkola jest normalną częścią dnia. Nasze wahania i lęki malec odczuje silniej i szybciej, aniżeli mogłoby się wydawać. Nastrajajmy naszą pociechę pozytywnie. Analogicznie jak w przypadku adaptacji żłobkowej mówmy o tym, jak będzie wyglądał rozkład dnia, z jakimi osobami będzie miała styczność. Możemy opowiedzieć maluchowi co my będziemy robić w czasie jego nieobecności, a także zaplanować wspólny czas po południu. Ubierajmy dziecko w ubrania, które lubi, by zapewnić komfort. Pozwólmy wziąć ze sobą wspomniany „przedmiot przeniesienia”.

Przed samym posłaniem dziecka do przedszkola spróbujmy nauczyć je komunikowania swoich potrzeb – tego, że jest głodne, czy chce skorzystać z toalety. Dodatkowo możemy zadbać by maluch oswajał się z innymi toaletami niż wyłącznie domowa, by w nowych i stresowych warunkach nie odczuwał oporu przed przedszkolną łazienką.

Warto bawić się z dzieckiem w przedszkole oraz sięgnąć po książki o takowej tematyce. Każdy wprowadzony element mający za zadanie oswojenie oraz zakorzenienie pozytywnych skojarzeń związanych z tym ważnym krokiem będzie doskonałą wartością dodaną.

Jeżeli mamy sposobność, zawczasu spróbujmy zaangażować pociechę w drobne prace domowe i  wydawać zrozumiałe polecenia zadań (istotne by zadbać, by malec podjęte czynności doprowadzał do końca), uczyć dbałości o zabawki. Wpajajmy sumienność w przypadku podejmowanych działań. Interesujące mogą także okazać się ćwiczenia uważności: skupiania uwagi poprzez obserwacje przyrody, gry z regułami czy wspólne słuchanie piosenek.

Przygotowujmy nasze dzieci zarówno od strony funkcjonalnej, jak i psychicznie – emocjonalnej do separacji, zwłaszcza, jak wykazują badania, od mamy.

Starajmy się każdorazowo żegnać się z dzieckiem odprowadzając je do przedszkola. Nie pozorujmy porzucenia wycofując się ukradkiem w wierze, że szybkie wyjście nie spowoduje poruszenia; niemniej ważne, byśmy rozstawali się krótko, pokrzepiająco i z uśmiechem. Nie przedłużajmy pożegnania, jakkolwiek jest ono dla nas obciążające. Przeciąganie ostatnich wspólnych minut dla rodziców będzie wyłącznie stresogenne i nakręcające spiralę niezgody i rozpaczy, tym samym dla malca moment także stanie się bardzo trudny czy wręcz paniczny. Widok roztrzęsionego rodzica i kurczowe obejmowanie spotęgują u dziecka zupełny brak zrozumienia sytuacji i silny lęk. To oczywiste, że nie chcemy zostawiać pociechy w tak pobudzonym i negatywnie rozemocjonowanym stanie.

Dajmy odczuć swój spokój i stabilizację. Jeśli mamy możliwość, odbierajmy w pierwszych dniach malca nieco wcześniej – jego poczucie czasu spędzonego bez najbliższych nadal jest dosyć zaburzone i kilka godzin bez mamy czy taty wydaje się nie mieć końca. Jednak pamiętajmy odnośnie samej frekwencji, że systematyczność jest ogromnie istotna zarówno dla nas, jak i – oczywiście – dziecka.

Zapewniajmy, drodzy rodzice, dziecku wspomnianą stałość. Nie oszukujmy, mówmy prawdę, jeśli informujemy, że odbierzemy je z  przedszkola o takiej, nie innej porze. Wzmacniajmy zaufanie.

Postarajmy się nie stwarzać na dziecku presji pytając czy było dzielne bądź nie płakało. Pozwalajmy na różne reakcje, nie stwarzając atmosfery oczekiwania.

Możemy jak mantrę powtarzać: „mama/ tata wróci po ciebie”. Nie mówmy maluchowi, że jeśli będzie niegrzeczne/ nieznośne, rodzic nie przyjdzie, odejdzie. Straszenie  w taki sposób jest niedopuszczalne i traumatyzujące.

Rozważmy, czy dobrym rozwiązaniem nie jest, by dziecko opuszczając przedszkole spróbowało ubrać się samodzielnie, w swoim tempie. Starajmy się nie ponaglać, wykazać się cierpliwością. Dajmy wypowiedzieć się przedszkolakowi co robił w danym dniu, jak się zachowywał.

Istnieje wiele głosów, jakoby wiek przedszkolny był krytyczny wobec rozwoju i socjalizacji naszego małego indywidualisty. Wspomniany proces socjalizacyjny jest w tym momencie wypadkową umiejętności przystosowawczych do środowiska pozarodzinnego. Potwierdzony jest wpływ na późniejsze, dorosłe życie zachowań utrwalonych w okresie przedszkolnym.

young-friends-playing-indoor-s

Podsumowanie

Spójrzmy na kwestię czasowego rozstania z zupełnie innej perspektywy. Zyskujemy jako rodzice, kilka godzin w ciągu dnia, podczas których zarówno możemy ze spokojem spełniać się zawodowo, jak i załatwić przynajmniej część sprawunków, których realizację dotychczasowa obecność brzdąca przynajmniej nie ułatwiała :). Możemy także złapać chwilę oddechu wyłącznie dla siebie.

W tym samym czasie miejmy z tyłu głowy świadomość, że nasze pociechy są zaopiekowane przez wykwalifikowaną i empatyczną kadrę.

Spójrzmy na tę zależność: dziecko uspokajamy racjonalnym, troskliwym komunikatem, że po nie wrócimy. Natomiast w naszej gestii jest zrozumienie, że skoro spośród iluś placówek wybraliśmy właśnie tę jedną, kierując się najwyższym dobrem malucha, w ciągu kilku godzin rozłąki ma się naprawdę dobrze i zdecydowanie bezpiecznie. Już niebawem po nie wrócimy.

Zarówno nam, jak i naszym dzieciom separacja nie wyrządzi krzywdy, przeciwnie. Jako rodzice powinniśmy przyjąć, że dziecko jest jednostką autonomiczną i zapewne chcemy, by wyrosło na pewną siebie, umiejącą odnaleźć się w społeczności, znającą swoją wartość osobę. Z drugiej strony maluch ma prawo eksplorować, poznawać i przeżywać emocje w bezpiecznych – pod okiem opiekunek – warunkach, jednak niekoniecznie pod naszym permanentnie czujnym i nieraz nadwrażliwym okiem :).

To oczywiste, że nikt nie zastąpi troskliwych rodziców i dziecko zawsze, a przynajmniej jeszcze długo będzie nas potrzebować, jednak nasz pozycja jest, zdecydowanie, niezagrożona.

 

[1] Bruce Perry, starszy wykładowca w Child Trauma Academy w Houston w Teksasie oraz adiunkt psychiatrii i nauk behawioralnych w Feinberg School of Medicine w Chicago, Illinois

[2] Daniel Siegel, Rozwijający się mózg

[3] Gabor Mate, Bliskie spotkania z uzależnieniem

[4] Gabor Mate, Bliskie spotkania z uzależnieniem

[5] Wincenty Okoń, Słownik pedagogiczny

[6] Dominika Duraj, Jak pomóc dziecku stać się przedszkolakiem: proces adaptacji do środowiska przedszkolnego

Spodobał Ci się nasz artykuł? Pomóż mu dotrzeć dalej i udostępnij!

Share on facebook
Share on twitter
Share on linkedin
Share on whatsapp
Share on email
więcej artykułów …

Zimowe Eko-warsztaty

Zimowe Warsztaty 21 grudnia obchodziliśmy pierwszy dzień zimy. Letnie kurteczki, krótkie spodenki i spódniczki schowaliśmy głęboko do szafy, a w naszej garderobie zawitały ciepłe rękawiczki,

Dzień uśmiechu 2021

Dzień Uśmiechu 2021 Kolejny rok, kolejny Dzień Uśmiechu za nami! Nasza wspaniała tradycja, którą zapoczątkowaliśmy w 2019 roku, miała nową odsłonę. Nasi Mali Odkrywcy uzbrojeni

dołącz do grupy odkrywców

Chcesz być na bieżąco z artykułami i wiedzieć co w trawie piszczy? Zapisz się do naszego krainowego newslettera i bądź na bieżąco. 

Ta strona używa cookies. Możesz określić warunki dostępu dla cookies w Twojej przeglądarce internetowej.